piątek, 11 maja 2012
Utracone
Zacięłam się. Nie, nie przy goleniu… zacięło się coś we mnie i ni diabła nie chce ruszyć w żadnym znanym lub nieznanym kierunku. Wiem, wiem… trzeba mi czasu. Zakładam ręce za głowę i próbuję przywołać ukojenie. Trochę zaklinam rzeczywistość, trochę oszukuję, trochę się łudzę. Szczęśliwa budzę się bowiem zawsze w tej pozycji – z rękoma nad głową, leżąc na wznak, z lewą stopą spoczywającą pod prawym kolanem. No niestety… nic na siłę. Nie dam rady, ręce drętwieją i wracam do pozycji embrionalnej. Poronione nadzieje mają pewnie swoje niebo, podobnie jak dzieci którym nie dane było się narodzić. Kto wie? Może to nawet to samo miejsce, przynajmniej po części… Niedostatek wyobraźni wiele ma wspólnego z ograniczeniem umysłowym, jej nadmiar doprowadza człowieka do szaleństwa… Tak źle i tak niedobrze.
środa, 18 kwietnia 2012
40+
Krótko przystrzyżone trawniki za chwilę znów zaczną chwytać tęczę z szemrzących spryskiwaczy, rozkwitną uliczne rabatki, ożyją miejskie błonia. Na myśl o tym zawsze czułam radosny skurcz w sercu, nucąc pod nosem Lavender. Nie tym razem, nie w tym roku… Wokół mnie zawierucha, szalejący cyklon, a ja czuję się tak jakbym tkwiła w jego oku. Dopadła mnie bliżej nie zidentyfikowana apatia. Pracuję jak automat, ciężko i dużo, lecz bez przekonania. Trudno wierzyć w sens własnej pracy, gdy nikt jej nie docenia, gdy w ślad za wielkim wysiłkiem nie idzie w parze żaden dowód uznania – materialny, słowny, jakikolwiek… Z niepokojem śledzę sygnały wysyłane przez ciało, jeszcze dwa lata temu miałam tak wiele więcej sił... Czyżby wstęp do trudnej dekady, w której każda kobieta musi przeprogramować postrzeganie własnej kobiecości? Patrzę na okładkę gazety, z której spogląda na mnie szczęśliwa ciężarna w wieku 40+, patrzę na reklamę i widzę kobietę w jej wieku, zachwalającą działanie cudownego środka na łagodzenie objawów menopauzy… Dziwny czas, dziwny przełom. Stoję na rozdrożu.
czwartek, 05 kwietnia 2012
Do góry nogami
Nigdy nie byłam typem sportsmenki, jedyne co zaliczyłam na piątkę za pierwszym podejściem to stanie na głowie. Jakoś mnie to nie dziwi – skwitowała nauczycielka wf-u w liceum - to całkiem do ciebie podobne… Dwadzieścia lat od tamtej chwili wciąż marzę o świecie, w którym wszystko będzie go góry nogami… Staram się pojąć, lecz wciąż nie wiem o co chodzi – nie dorosłam, nie zmądrzałam, nie zahartowało mnie życie? Prawie cztery dychy na karku i nic. W sumie żenujące, nieprawdaż? Patrzę wokół i widzę, że normą jest to, co dla mnie patologią, im bardziej zagłębiam się w rzeczywistość, tym bardziej paraliżuje mnie wszechobecna sitwa kolesiów, układów w których giną realne cele, świetne pomysły, dobrzy fachowcy… Patrzę na ludzi i widzę szarą masę egoizmu, chamstwa, całkowitego braku empatii, na której jak kwiaty wyrastają bezinteresowne, uprzejme uśmiechy i łagodne spojrzenia nielicznych wyjątków. W dniu dziewiętnastych urodzin swojej córki zastanawiam się co też najlepszego uczyniłam swemu dziecku, wychowując ją w przekonaniu, że nie można myśleć wyłącznie o sobie, że świat nie kończy się na czubku własnego nosa, że warto ciężko pracować, być uczciwym i polegać na sobie… Wybacz mi, dziecko. Wybacz mi to rozczarowanie, którego doznasz po latach. Powinnam była zapamiętać na całe życie radę pewnego prawnika – układziarza, który radził mojemu koledze: Rysiu, po co ci te studia, ty kolegów szukaj…
poniedziałek, 26 marca 2012
Wiosna
Widzę słoneczną radość na horyzoncie, daleko ode mnie… widzę nadchodzącą wiosnę daleko od mojego domu. Za morzem smutku, za rzeką łez, za falochronem bezsilności. Za tym, czego nigdy już być nie miało. Paraliżuje mnie strach przed zimnem, które zamieszkało we mnie wczorajszego dnia. Myślę i myślę i wciąż nie wiem - w jaki sposób zimno ma wyzwolić płomień? Jedno zdanie, przestajesz oddychać i świat nagle rozmazuje się przed oczami. Łapię powietrze małymi łyczkami, instynktownie opanowując ból. Trzeba oddychać... Wybaczcie, zdrętwiały mi paluszki. Dobrej wiosny Wam życzę...
piątek, 23 marca 2012
Danse macabre po polsku
No i stało się… przyznam, że moje zniesmaczenie tematem katastrofy wiadomo jakiej dawno już osiągnęło swój szczyt, jednak gdy kilka dni temu przeczytałam, że ekshumowano ciało Przemysława Gosiewskiego – przeszły mnie ciarki. Rodzina trwała na stanowisku, że w mogile leży obcy człowiek. Przypuszczenia swoje oparła o oczywisty skądinąd fakt, że w Rosji niczego nie umieją zrobić dobrze, że jak już za coś się zabiorą, to na pewno spieprzą, zafałszują – na złość, z zazdrości, z nienawiści do nas – Polaków. Wielkie znaczenie również dla najbliższych miał fakt, że garnitur który wysłano do Rosji w celu przygotowania ciała do pochówku nie pasował na to ciało. Ekspertyza biegłych nie miała znaczenia... Dlaczego nie dziwi mnie fakt, że sekcja przeprowadzona przez polskich specjalistów dowiodła, że w mogile leży jednak właściwe ciało… Dziś niejaki mecenas (jak mnie wnerwia ten durny zwyczaj nazywania adwokatów mecenasami) Rafał Rogalski nie miał już wyjścia i przyznał, że ciało rzeczywiście jest właściwe, ale… że zachowałoby się w dużo lepszym stanie, gdyby Rosjanie nie zamknęli go w foliowym worku… Tak… rozumiem, że powinni byli owinąć całunem. Jak długo jeszcze potrwa ten żałosny cmentarny taniec obliczony na punkty w sondażach? |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|