Widzę tylko tyle, ile widać w moim zwierciadle...
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Deszczowe obrazy

Za parawanem deszczu majaczą obrazy z poprzedniego życia. Jakaś młoda dziewczyna pławi się w beztrosce, na wątłych barkach próżno szukać choć śladu brzemienia odpowiedzialności.  Aż dziw bierze, że to już tyle lat… więcej, niż połowa.

Macierzyństwo wrosło we mnie jak korzeń w skałę, nagle wypełniając całe wnętrze, skutecznie rozsadzając to, czym byłam przedtem. W poprzednim życiu. Gdzie ona jest? Tamta dziewczyna? Został jedynie kurz, może ziarnko piasku. Byłam tak młoda, tak młoda, że już nawet nie pamiętam. Może to dobrodziejstwo, może przekleństwo, a może naturalna kolej rzeczy?

Ślimak rytmicznym skurczem posuwa się naprzód. Jeden, drugi, trzeci, dziesiąty… Setki ich mijam codziennie pchając wózek. Strasznie mokre to lato. Ciągle coś wyłania się z deszczu.

18:18, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 kwietnia 2015
Teorie względności

  Skończyłam  klasę o profilu mat-fiz, ale nie przypominam sobie, by lekcje fizyki zahaczyły choć o teorię względności, w związku z czym nie mam wielkiego pojęcia o czym zagadnienie traktuje. Nazwa brzmi jednak fantastycznie i jeśli ktoś posiada odrobinę wyobraźni, z powodzeniem może sobie wymyślać własne teorie opatrzone takim właśnie tytułem. Ja do tej pory posiadałam jedną, traktującą o tym, że wraz z upływem lat, czas ucieka nam coraz szybciej, słowem dla dziecka rok to wieczność, dla starca zaś chwila. Mam nawet matematyczne wytłumaczenie tego zjawiska – dla czterolatka rok to jedna czwarta jego życia, dla czterdziestolatka – jedna czterdziesta, dla stulatka – jedna setna. Czy kogoś dziwi, że jedna czwarta to więcej, niż jedna czterdziesta, nie mówiąc o jednej setnej? Taki ze mnie Einstein. To była pierwsza teoria względności według LL, kiedyś chyba zresztą już o tym pisałam. Od niedawna mam zaś kolejną, ale o tym na końcu.

Po raz pierwszy matką zostałam w odległej przeszłości, pozbawionej dobrodziejstw i rzeczy, bez których dziś absolutnie żyć się nie da. I myli się ten, kto przypuszcza, żem matką mamuta lub innego smoka diplodoka. Nie do wiary? A kto dziś umie żyć bez komórki, Internetu, komputera w pracy, galerii handlowej lub cyfrowego aparatu fotograficznego? No właśnie.

Minęła cała epoka od czasu, gdy pierworodna moja przyszła na świat. Warunki, w jakich rodziłam szczęśliwie odeszły w niepamięć, a wiem to stąd, że drugie dziecię powiłam w tym samym szpitalu. Szczegółów wrażliwym oszczędzę, napiszę tylko, że 22 lata temu z mojej sali do łazienki miałam do przejścia trzy oddziały nieskończenie długim korytarzem, zaś osiem miesięcy temu łazienkę miałam w pokoju. I wiem, że dziś również zdarzają się na porodówkach historie jak z horroru, lecz to co widziałam i czego doświadczyłam każe mi sądzić, że w dzisiejszych czasach kobiety rodzą zdecydowanie bardziej po ludzku.

Mój pierwszy urlop macierzyński trwał 3 miesiące. Tyle wtedy dawali. Nie wiem jaki barbarzyńca to wymyślił. Poszłam na wychowawczy, bo nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym zostawić trzymiesięczne niemowlę komukolwiek pod opieką. Dziś korzystam z cudownego, rocznego urlopu, który daje realną szansę na to, by odchować dziecię i wrócić do pracy. W tym aspekcie również zarejestrowałam epokową zmianę.

Pierwszą córkę przywiozłam do domu samochodem, w koszyczku, który trzymałam siedząc na tylnym siedzeniu. Dziś za ten niewyobrażalny czyn dostałabym mandat, punkty karne i wzrokową naganę od policjanta, który z pewnością pouczyłby mnie o niebezpieczeństwie, na jakie naraziłam noworodka. I słusznie. W związku z tym drugie dziecię przyjechało w foteliku ze specjalną wkładką, przytwierdzonym do bazy isofix, oczywiście tyłem do kierunku jazdy i Boże broń nie na przednim siedzeniu, bo tam przecież poduszka powietrzna…

Starsza w dniu przybycia do domu posiadała łóżeczko, wanienkę, komplet z trudem zakupionych ubranek, osobiście przeze mnie uszyte prześcieradełka (bo kupić się nie dało) i kilka innych drobiazgów. Co posiadała młodsza – nie odważę się wymienić, nie mówiąc już o tym, co jeszcze posiadać mogła… Oferta handlowa dla najmłodszych jest dziś tak przebogata, że wierzyć mi się nie chciało. Zarówno, jeśli chodzi o wielość sprzętów, tekstyliów i drobiazgów, jak i wybór w ramach jednej kategorii, np. wózków, czy łóżeczek. Istna orgia. Warto zaznaczyć, że pojawiło się naprawdę wiele fajnych rzeczy, ułatwiających opiekę nad dzieckiem, z drugiej strony – pełno też nieprzydatnych durnot, które służą jedynie wyciąganiu kasy od niedoświadczonych rodziców.

Mogłabym jeszcze pisać i pisać… choćby o tym ile razy byłam u lekarza i ile badań miałam wykonanych podczas jednej i drugiej ciąży i tak dalej i tak dalej…

Nie ulega wątpliwości, że jedno dziecko od drugiego z racji wieku dzieli całe pokolenie, ale też cała epoka z uwagi na zmiany, jakie zaszły w naszym otoczeniu, a których z dnia na dzień zauważyć się nie da. To jedno. Drugie zaś… no cóż… Ameryki pewnie przed Wami nie odkryję, gdy powiem, że gdy dziś przytulam do piersi maleństwo, to czuję się tak, jakbym tuliła znów to pierwsze. I wierzyć się nie chce, że od tamtego czasu minęła cała epoka, bo zdaje się, że to było wczoraj. I to jest właśnie druga teoria względności według LL.

21:46, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (9) »
czwartek, 28 lutego 2013
Cud niepamięci

Zaklęte koło pamięci zamyka się tam, gdzie świadomość przeradza się w tożsamość. Czy ktoś wie ilu dni potrzeba, by tak się stało? Wystarczy jeden dzień, czy potrzeba lat?

Może jedno i drugie… Są przecież krótkie chwile, których nigdy nie zapomnę – wrosły we mnie i zostały na zawsze.  Są i zdarzenia, których nie rejestruję, choć towarzyszą mi na co dzień. Ot, takie  dni obok których przechodzę obojętnie - nic nie znaczą, niczego nie niosą.

Są daty, na które czekasz, są takie które bolą.

Czy wiesz jaka to ulga tak pewnego dnia po prostu zorientować się, że tym razem zapomniałeś? No powiedz,  czy ktokolwiek przejmuje się czymś, o czym już nie pamięta?

14:36, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (20) »
środa, 24 października 2012
Myśli

Szarość  za oknem rozlała się tępym, metalicznym pomrukiem. Myśl o tym, że akompaniament ten zostanie ze mną aż do pierwszych śniegów jest nie do zniesienia.

Zalały mnie myśli płaskie i męczące jak widok nieruchomej rzeki. Pognały w niebezpiecznym kierunku, wcisnęły się w najdrobniejsze zakamarki, nasyciły żółcią. Wchłonęłam je chciwie, aż po gorycz na czubku języka. Dlaczego tak łatwo przyszło mi zapomnieć, że mam wszystko, a nawet jeszcze więcej? Dlaczego widzę tylko rysy na szkle, skąd we mnie tyle żalu, tyle gniewu? Zagalopowałam się niepomna własnych nauk, aż do zniesmaczenia sobą.

Karcę siebie w myślach, próbując odzyskać równowagę. Wyciszam podstępne podszepty, wymazuję zafałszowane obrazy. Dostrzegam powoli lepszą wersję rzeczywistości. Przecież  w gruncie rzeczy jest taka, jaką chcemy ją widzieć. Wyobrażam sobie białą otulinę puchu na zamarzniętej rzece, iskrzącą w blasku słońca. Uśmiecham się... jest piękna.

11:51, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (7) »
środa, 05 września 2012
Osika

Wczoraj był dobry dzień. Pełen ciepła, przyjaznej aury, słonecznego optymizmu. W taki dzień boję się jakby mniej.

Od dziecka noszę w sobie niecierpliwość podszytą drażniącym niepokojem. To on wygania mnie z niedzielnej pościeli o siódmej rano. Z otwartymi oczami nie poleżę dłużej niż pięć minut, bo czuję się tak, jakby życie przeciekało mi między palcami. Strach znika tylko wtedy, gdy działam, gdy coś robię.

Może po prostu nie umiem beztrosko marnotrawić czasu, a może tak już musi być, że jedni noszą w sobie niezachwiany spokój, a inni liść osiki drżący z każdym powiewem?

12:06, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
stat4u