Widzę tylko tyle, ile widać w moim zwierciadle...
poniedziałek, 12 września 2011
Kot książkowy

Szare, bure lub pstrokate

Wszystkie koty za pan brat

Mają drogi swe i płoty

Po prostu koci świat, po prostu koci świat…

Domowe sierściuchy zamknięte w czterech ścianach wielkiej płyty nie mają swych dróg, ani płotów, nie znają smaku kociej włóczęgi…  Miejskie zwierzaki  tęsknie spoglądają na świat za oknem z wysokości  blokowych parapetów. Ukryte pod firanką drżą z emocji na widok ptaków, przysiadających na balkonowej poręczy. Wiedzą jednak, że dzieli je od nich droga nie do przebycia. Instynkt łowcy zaspokajają więc polowaniem na tłuste muchy – najbardziej spektakularną zdobycz w środowisku dwóch pokoi z kuchnią.

Kociarze dobrze wiedzą, że ich podopieczni  są zdecydowanie bardziej rozumni, niż na pozór się wydaje. Kocia inteligencja wykształciła bowiem pewną szczególną cechę – kot potrafi udawać, że nic nie rozumie, choć tak naprawdę  doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół niego. To kwintesencja kociej natury – niezależnej i nieczułej na czyjekolwiek oczekiwania. Idę o zakład, że żyłoby mi się znacznie wygodniej, gdybym wzorem mojego kota potrafiła udawać głupią akurat wtedy, gdy byłoby mi to na rękę…

Domowe koty z konieczności musiały znaleźć sobie inne zajęcia, niż ich podwórkowi pobratymcy. Jak przystało na istoty obdarzone niezwykłą inteligencją – obserwują więc ludzi, wśród których żyją i uczą się pilnie…

niedziela, 01 maja 2011
Shoes - killer

Pazur to tylko jeden z wielu pseudonimów tego czarnego kocura. Jego kreatywność spowodowała, że prócz imienia, którego w tej chwili nikt już nie używa - ma ich całą masę. Okoliczność uwidoczniona na zdjęciu nie pozostawia chyba żadnych wątpliwości dlaczego akurat Pazur... Wczoraj w przedpokoju odkryłam potwornie zmasakrowane buty, pozostawione nieopatrznie na pastwę kocich szponów. Myślałam, że łobuza uduszę. No i doczekł się kolejnego przezwiska. Shoes - killer.

 

piątek, 25 marca 2011
Rejs

Wodzę palcem po mapie i marzę o słonecznych dniach. Zdejmuję kapcie i wypływam z macierzystego portu w dalekie krainy. Zdaje się, że nikt mnie nie żegna, tylko wierny majtek z rytmicznym pomrukiem mości sobie wygodne miejsce przy moim boku. Wymykamy się niezauważenie i płyniemy wśród miękkich lądów, o satynowych brzegach. Prawda, trochę bez ładu i składu, lecz tym lepiej - idziemy cała naprzód, pełen spontan. Kto wie jaka przygoda czai się w mijanych krajobrazach…

Szary pejzaż z rzeką  przywołuje senność. Marzę o krótkiej drzemce z mruczącym kotem pod pachą. Niech no tylko wrócę do domu – zdejmę kapcie i wyruszymy w rejs.

czwartek, 16 grudnia 2010
Kotki na wierzbie

Zimno jak diabli. Śnieg skrzypi pod stopami, a biała zawierucha mrozi nosy i palce. Jak  miło mieć na nogach ciepłe buty –  myślę za każdym razem gdy widzę golusieńkie poduszeczki kocich łap, stąpające po lodzie… W zeszłym tygodniu po drodze do sklepu przystanęłam pod dziwaczną, żywą wierzbą o pustym pniu, w której wnętrzu mieszkają dzikie koty.

- Przepraszam, co pan tu robi?  – Powiedziałam podejrzliwie do człowieka stojącego na drabinie. Mocował na drzewie kawałki grubej gumy, zasłaniając tym samym spore otwory w pniu. – Eksmituje pan koty z ich mieszkania?

- Nie proszę pani, ja to mieszkanko ocieplam i izoluję, żeby im śnieg do środka nie padał. Mają jeszcze inne wejście, niech się pani nie martwi. – Powiedział i uśmiechnął się do mnie.

Odpowiedziałam uśmiechem i pomyślałam, że ten człowiek musi być kimś naprawdę wyjątkowym. Przy solidnym mrozie, grabiejącymi dłońmi przybijał gwoździe, stojąc na wysokiej drabinie, a wszystko po to, by pomóc kilku podwórkowym sierściuszkom.

Widok jest niesamowity. Potężna wierzba rozpościera konary –  jak troskliwe ramiona – zapraszając zziębniete zwierzęta do przytulnego wnętrza. A one garną się do niej i jak psotne kocięta brykają po gałęziach, by w pewnej chwili zniknąć w dziupli. Dobrzy ludzie przynoszą jedzenie mieszkańcom niezwykłej posesji i wkładają do miseczki zamocowanej wysoko, tuż przy okienku, z którego wystaje zawsze jakiś koci łebek. Chciałam Wam o tym opowiedzieć już w zeszłym tygodniu, ale dopiero wczoraj udało mi się zrobić fotki. Kochani, spójrzcie – oto niezwykłe kocie drzewo.

środa, 27 października 2010
Sleepingowy relacji Madryt - Władywostok

Pazur jeszcze nie wie, że przeznaczeniem każdego przyzwoitego kocura jest zostać sleepingowym na najdłuższej możliwej trasie. Relacja Madryt - Władywostok bez przystanków byłaby wprost idealna. Stacja docelowa, chwila przerwy na krótkie łypnięcie spod przymkniętych powiek, gwizd lokomotywy - i z powrotem do roboty. Do spania, znaczy.

Jest jeszcze młody, przed nim całe życie, jestem pewna, że kiedyś odkryje swe powołanie i zrobi prawdziwą karierę. Tym bardziej, że naprawdę ma zadatki. Instynkt wytrawnego sleepingowego podpowiada mu, że każda chwila i każde miejsce jest dobre, by ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Któregoś dnia zostanie prawdziwym mistrzem...

Znawcy kociej natury doskonale wiedzą, że kota nikt siłą nie zmusi, by pozował do zdjęcia. Powyższe fotki zostały zrobione z zaskoczenia :-) Śpij dobrze, Pazurku.

 
1 , 2
stat4u