Widzę tylko tyle, ile widać w moim zwierciadle...
czwartek, 31 marca 2011
Poranny WF

Dodatek kulturalny gazecie Fakt jest tak potrzebny, jak rybie rower”  powiedział dziś redaktor Jakub Wojewódzki w Polskim Radio Eska Rock. Uśmiałam się jak zwykle przy okazji Porannego WF – u. Uwielbiam Wojewódzkiego i Figurskiego, choć przyznaję, że momentami ostro przeginają.  Robią to jednak  tylko wtedy, gdy ktoś dostarczy im dobrego powodu. Nie mają litości dla głupoty niezależnie od płci, wieku, czy opcji. Potrafią również pojechać po sobie, czym wytrącają broń z ręki wszystkim zbulwersowanym.  Piekielnej inteligencji, błyskotliwości i refleksu  chłopakom odmówić  nie można. W całej masie komercyjnych, landrynkowych stacji radiowych, które kompletnie niczym się od siebie nie różnią, poranny WF tchnie świeżością i autentycznością, pomimo ostrej formy. Z całą pewnością nie polubi ich ten, kto traktuje wszystko bardzo serio i bez odrobiny dystansu. Jeśli podejrzewacie się o te cechy – zdecydowanie nie polecam, po co się denerwować. Wszystkich innych zachęcam do włączenia radia o ósmej rano, choćby po to, by usłyszeć Figurskiego czytającego poezję boskim głosem Ksawerego Jasieńskiego…

środa, 30 marca 2011
Obrączka na jutro

Kiedy to ja pisałam, że czasem najlepiej jest gdy życie decyduje za nas? Zdaje się, że dopiero co… Muszę sobie przyznać, że mam talent do przepowiedni.  

Nie, nie... to nie tak, że los zdecydował sam, ale z całą pewnością przyspieszył pewne sprawy. Hmmm… powiem nawet, że drastycznie przyspieszył pewne sprawy.  Akcja obrączka na jutro w toku. Kto by pomyślał, że tak wiele może zależeć od formalnej strony życia. Trzymajcie kciuki.

poniedziałek, 28 marca 2011
Chwile

Są chwile pachnące kwiatem pomarańczy, piżmem i wanilią... chwile, których nie da się zapomnieć - pocierane myślą wydzielają tę samą słodycz, wciąż ciesząc zmysły.

Są chwile gorzkie, palące bezsilnością lub wstydem… chwile, które zostawiają rdzawy ślad. Sięgamy do nich z niemożliwym do spełnienia życzeniem - by ich nie było, by zniknęły. Łudzimy się, że pewnego dnia zatoną w nurcie niepamięci. Choćby jednak zapomniał o nich cały świat – nam się to nie uda, przy najbliższej okazji wyskoczą jak koszmarny clown z pudełka, przyprawiając nas o dreszcze.

Wyrzuty sumienia - wspomnienia winy, szkody, wyrządzonej komuś lub sobie. Nie wszystkie da się naprawić, nie wszystkim można zadośćuczynić. Gniotą i uwierają tam gdzie nie sięga nic, prócz najbardziej intymnych myśli, tam gdzie boli najbardziej.  Jeśli nie można już nic więcej zrobić, a ból pozostał - warto w końcu wybaczyć sobie samemu. To wbrew pozorom nie jest łatwe, przynajmniej dla tych, którzy są dla siebie najbardziej srogim sędzią.  

Stawić czoła prawdzie i faktom, nie zaś przeczuciom i niejasnym wrażeniom na temat własnej winy. Zrozumieć motywy. Wytłumaczyć sobie, że nie ma na tej ziemi człowieka, który nie popełnia błędów. W końcu - ułaskawić się i wybaczyć sobie, by przeszłość nie stanowiła  hamulca dla szczęśliwej przyszłości. Umiejętność pokornego przyznania się do winy jest cechą ludzi wielkich, podobnie jak umiejętność powiedzenia szczerego przepraszam.  Umiejętność wyciągania wniosków i wybaczenia sobie  - cechą ludzi szczęśliwych…

12:06, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (10) »
piątek, 25 marca 2011
Rejs

Wodzę palcem po mapie i marzę o słonecznych dniach. Zdejmuję kapcie i wypływam z macierzystego portu w dalekie krainy. Zdaje się, że nikt mnie nie żegna, tylko wierny majtek z rytmicznym pomrukiem mości sobie wygodne miejsce przy moim boku. Wymykamy się niezauważenie i płyniemy wśród miękkich lądów, o satynowych brzegach. Prawda, trochę bez ładu i składu, lecz tym lepiej - idziemy cała naprzód, pełen spontan. Kto wie jaka przygoda czai się w mijanych krajobrazach…

Szary pejzaż z rzeką  przywołuje senność. Marzę o krótkiej drzemce z mruczącym kotem pod pachą. Niech no tylko wrócę do domu – zdejmę kapcie i wyruszymy w rejs.

środa, 23 marca 2011
Rzeka

Krętym korytem nieustannie płynie wartka rzeka  losu, toczy wody przez żyzne krainy, suche ugory, samotne łąki i ludne miasta.  Liczne dopływy kształtują jej oblicze – są dni, gdy wzbiera radość, innym razem smutek przekracza stan alarmowy. Woda kryje niebezpieczne wiry i odsłania złote oczka plaż.

Pochylam się nieśmiało i nareszcie widzę siebie. Spokojna tafla odbija mój prawdziwy obraz, jest gładki i naturalny. Tak długo marzyłam  by go ujrzeć, lecz zdradliwy nurt pokazywał mi tylko wykrzywioną bólem karykaturę. Dziś figlarne krople iskrzą pełnią szczęścia w południowym słońcu, są tak blisko mnie… Zachęcona ufnie łączę dłonie, w które nabieram porcję czystej wody. Ma prawie słodki smak, podświadomość  jednak szuka goryczy.

Nie, o nie... Tym razem stoję na spokojnym, przyjaznym brzegu i choć mam w pamięci ciemną  toń – nie przestraszę się, podejdę jeszcze bliżej. Dokąd rzeka zabierze mnie jutro? Tego nie wiem. Świadoma kaprysów losu, lecz bez lęku ruszam w dalszą podróż. Zdejmuję buty i wchodzę do wody.

 
1 , 2 , 3
stat4u