Widzę tylko tyle, ile widać w moim zwierciadle...
piątek, 31 grudnia 2010
Scenariusze

Kto naprawdę pisze ten zwariowany scenariusz? Czasem myślę, że ja sama, innym razem, że bliżej nieokreślony twór bez twarzy, jakim jest los. Przekonuję samą siebie, że wszystko zależy ode mnie, zmuszam się do różnych działań, by podbudować  kulejącą motywację, agituję… Zwykle tak długo jak los zadrwi ze mnie, pokazując środkowy palec i uświadomi mi, że tak naprawdę to ja sobie mogę…

Jak znaleźć równowagę pomiędzy tym co zwykliśmy zwać własnym wpływem na życie, a niespodziankami gotowanymi przez świat? Jak nie stracić wiary w to, że cokolwiek zależy od nas, gdy rzeczywistość przytłacza zdarzeniami, na które zupełnie nie mamy wpływu? Jak nie popaść w wygodny letarg, usprawiedliwiając się siłą wyższą lub w ciężką depresję, na skutek przekonania że nasze wysiłki wciąż idą na marne?

Tylko cierpliwi, tylko niezłomni, docierają tam gdzie chcą, pomimo przeciwnych wiatrów. Docierają tam również bezprzykładni farciarze, których los wspiera zawsze i we wszystkim… W Nowym Roku życzę Wam jedynie pomyślnych wiatrów, a że jestem realistką - na wszelki wypadek życzę  również niezłomności i cierpliwości w realizacji marzeń, bez względu na to jak bardzo los będzie chciał skomplikować Wasze scenariusze i pokrzyżować plany na szczęśliwe życie. Chyba, że jesteście dziećmi szczęścia, to niczego już Wam życzyć nie muszę.

Wszystkiego dobrego.   

czwartek, 30 grudnia 2010
Stara

Kiedy to ja pisałam, że czuję się stara? Wczoraj? Wczoraj. A dziś myślę, że nie chodzi tylko o doświadczenie życiowe. Kolejny kalendarz wyrzucam do kosza na śmieci. Od nowego roku młoda zaczyna kurs prawa jazdy. Już ją zapisałam - w ramach prezentu na osiemnastkę. Jezu, ja naprawdę już jestem stara...

środa, 29 grudnia 2010
Niegrzeczni chłopcy

Cierpią w milczeniu, kochając nad życie. Tęsknią do swoich emocjonalnych oprawców, którzy bawią się ich kosztem. Umierają za każdym razem, gdy zamykają za nimi drzwi.  Nie umieją lub nie chcą dostrzec oczywistej prawdy – że mężczyzna będzie krzywdził je tak długo jak na to pozwolą. Ani chwili dłużej. Że nie wiem co mówię? Ejże…

Bardzo długo uczyłam się kochać mądrze i dobrze. Bardzo długo nie wiedziałam jak powinien kochać mnie mężczyzna, by o jego miłości do mnie można było powiedzieć to samo. Przez wiele lat krzywdziłam samą siebie relacjami, które nie oznaczały dla mnie nic dobrego. Nic poza nauką, którą sumiennie odebrałam, a później na swoje szczęście właściwie przerobiłam. Nastąpiło to całkiem niedawno…

Kochałam całą sobą, nie stawiając warunków. Myślałam, że tak właśnie trzeba, ufałam w dobrą wolę drugiej strony. Myliłam jednak pojęcia. Nawet dziecku, które kochamy absolutnie bezwarunkowo stawiamy pewne granice. Bez tego mamy wielkie szanse na wychowanie małego tyrana i terrorysty, rozhisteryzowanego nieszczęśliwego bachora. Miłość nie oznacza absolutnego pobłażania. To prosta droga do zabicia każdej relacji. Partner, któremu pozwalamy na wszystko staje się  właśnie takim nieznośnym bachorem. Ten schemat powielają zwykle kobiety, które nie wierzą w siebie i obawiają się odtrącenia. Tak długo, jak nie znajdą prawdziwej siły i wartości w sobie, tak długo nie wyzwolą się z zaklętego kręgu. Miłość własna i akceptacja samej siebie, rozpoznanie własnych potrzeb oraz rzeczy, na które pozwolić sobie nie można – są kluczem w tej łamigłówce.

Boże… czasem myślę, że jestem już strasznie stara. Stara doświadczeniem i różnorodnością zdarzeń, które zapełniły moje życie. Wyrobiłam nadprogramowy nominał lekcji, które los przydziela – jak to on – absolutnie niesprawiedliwie… Źle wybierałam mężczyzn. Spokojni i grzeczni mogli liczyć na moją przyjaźń, serce drżało wyłącznie w towarzystwie barwnych ptaków o wybujałym ego. Niegrzeczni chłopcy okazywali się zawsze bezprzykładnymi egoistami. Nie łudźcie się, dziewczyny… jeśli facet zostawia Was w kiepskim stanie psychicznym i sprawia wrażenie, że guzik go to obchodzi, to naprawdę guzik go to obchodzi. Nie tłumaczcie sobie, że taki ma skomplikowany charakter, albo sytuację życiową, że przecież gdyby nie kochał – nie przyjeżdżałby, nie dzwonił, nie pisał … Przyjeżdżałby i to nie raz i nie dwa i to wcale nie dlatego, że kocha, a dlatego że akurat ma taki kaprys i dlatego, że ktoś mu na to pozwala. Taki facet kocha wyłącznie siebie. Warto to sobie zapamiętać i zawczasu odpowiedzieć na pytanie, czy brnę w to dalej ryzykując bardzo wiele, czy jednak biorę nogi za pas i zwiewam gdzie pieprz rośnie.  To pytanie związane jest ściśle z innym pytaniem –  czy jestem dostatecznie silna, by w razie niepowodzenia znieść ogrom cierpienia i huśtawkę emocjonalną w zamian za wiedzę o tym, czym jest taka namiętność. I to jest chyba sedno zagadnienia, któremu na imię skłonność kobiet do niegrzecznych chłopców – cierpimy przez nich katusze niespełnienia, lecz przeżywmy emocje jak podczas lotu rakietą… To jednak nie jest miłość, miłość bowiem nie krzywdzi.

Zmądrzałam dość późno. Chwalę Boga, że w ogóle dane mi było… Gdy zrozumiałam wszystkie swoje lęki z dzieciństwa i wybaczyłam wszystko, co wybaczyć mogłam – poczułam wielką ulgę i pokochałam samą siebie miłością, której kiedyś, dawno temu mi zabrakło. Od tego czasu nie spoglądam już w stronę niebieskich ptaków. Dostrzegłam za to kogoś, kto potrafi kochać nie tylko siebie, kogo naprawdę obchodzą moje uczucia i ja sama. Mam wrażenie, że pierwszy raz w życiu kocham i jestem kochana.

09:29, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (17) »
wtorek, 28 grudnia 2010
Spadaj

Schyłek roku dał mi nieźle popalić.

Niechże się już skończy ten, co przez jedenaście słodkich miesięcy głaskał mnie i pieścił, by w końcówce palnąć znienacka w łeb. A taki był milusi, łobuz jeden.

Tak, kobiety kochają niegrzecznych chłopców, ja na szczęście z tej przypadłości zdążyłam się już wyleczyć. Nie bawią mnie więc niezapowiedziane emocje, na kształt lotu rakietą, wolę zaplanowane nudy zwłaszcza w kwestii finansów. Jak to dobrze, że jestem przezorna.

Zostały cztery dni, mam nadzieję, że nic mnie już w tym roku nie zaskoczy. Od stycznia zgodnie z tradycją zaczynam zapisywać czystą kartę, nie planuję żadnej kontynuacji. Nawet rachunkowość nie przewiduje ciągłości w kwestii kosztów i przychodów, ja tym bardziej. Nie próbuję się oszukać, po prostu zaklinam rzeczywistość. Spadaj drogi grudniu, spadaj z kalendarza… Czym prędzej.

środa, 22 grudnia 2010
Po kolędzie

Gdy zgiełk przygotowań opadnie, a cisza wokół powie mi, że nadszedł już czas -  podzielę się z Wami dobrą myślą jak opłatkiem, życząc  dobrych, spokojnych Świąt. Niech będą wytchnieniem, światełkiem nadziei i okruchem radości, talizmanem na trudne dni… Wszystkim zaglądającym do mojego maleńkiego kawałeczka cyberprzestrzeni życzę najpiękniejszych chwil.

Wesołych Świąt!   

 
1 , 2 , 3
stat4u