Widzę tylko tyle, ile widać w moim zwierciadle...
wtorek, 30 listopada 2010
Być sobą

Jeszcze całkiem niedawno byłam przekonana, że to nie dla mnie, że jednak do tego nie wrócę. Publiczne pisanie o swoich przeżyciach, myślach i uczuciach ma w sobie coś z ekshibicjonizmu duchowego. Odkryłam to przy okazji prowadzenia poprzedniego bloga. Przeraziłam się wtedy, że wyciekam z ekranu jak woda z gąbki, że po prostu się obnażam. Miałam wrażenie, że za każdym razem mówię o sobie więcej, niż powinnam, więcej niż naprawdę chciałabym. Obawa najprawdopodobniej zrodziła się z faktu, że piszę i pisałam zawsze prawdę, oczywiście subiektywną, ale prawdę, bez świadomych przeinaczeń i kłamstw. To moja prawda o mnie i moim świecie, rzeczywistość odbita w osobistym zwierciadle. Wróciłam jednak, bo kto raz wszedł w tę rzekę – nie wyjdzie z niej tak łatwo, to naprawdę wciąga. Zauważyłam, że pisanie pozwala mi porządkować  myśli, przekładać je i oglądać za każdym razem w nieco innym świetle. Ciekawie jest również wrócić do tego, co napisałam kiedyś i zestawić z tym, co myślę dziś.

Wirtualny świat jest dla mnie kolejnym miejscem, gdzie jestem po prostu sobą. Wszystko o czym tu czytacie zdarzyło się naprawdę. Nie odczuwam pokusy, by wykreować w wirtualnej przestrzeni tajemniczą, idealną postać, którą nie jestem. Nie kręci mnie tworzenie światów, których nie ma wyłącznie po to, by podreperować własne ego. Nie szukam tu fanów lub wyznawców, szukam  ludzi, z którymi mogę porozmawiać, wymienić poglądy, czasem pośmiać się i powygłupiać. Wiem jednak, bo aż tak naiwna nie jestem, że zdarzają się autorzy pięknych słów, za którymi nie kryje się żadna treść. Pół biedy, gdy siedzą sami w komputerze, nie próbując wychodzić z okienka do ludzi z pokusą tworzenia sieci wirtualnych uzależnień. Doprawdy, cienka jest granica pomiędzy wirtualnym, a realnym światem, gdy umie się odpowiednio manipulować marzeniami, pragnieniami i trafi na kogoś dla kogo słowa są ważne i silnie rozbudzają wyobraźnię… Pokusa jest niesamowita, bo wirtualne doznania mogą nie różnić się niczym od realnych. Zawsze jednak dojdą do granicy, poza którą rodzi się chęć rzeczywistej konfrontacji. O, i wtedy to już cała bieda, bo kreator ułudy zaoferować mógł jedynie słowa, w dodatku nieprawdziwe, często nawet nie swoje własne.

Wirtualne znajomości potrafią rozwijać się w dużo ciekawszy sposób, niż te nawiązywane w realnym świecie.  Sam fakt przelewania myśli na ekran monitora za pomocą klawiatury sprawia, że nad każdym słowem trzeba się choć przez moment  zastanowić. Nie jest to tak spontaniczne jak mówienie, w trakcie którego potrafimy wyrzucać z siebie razem ze słowami wiele nie zawsze potrzebnych emocji. Szklany ekran daje również poczucie bezpieczeństwa, bo stanowi widzialną, acz złudną barierę. Sprawia że piszemy o sobie więcej, niż bylibyśmy w stanie powiedzieć. Pisanie jest intymniejszym zajęciem od mówienia, nieporównywalnie bardziej. Stwarza ono również możliwość pełnego wyrażenia siebie osobom nieśmiałym, którym słowa w codziennym życiu więzną w gardle, nie dając szans na oswobodzenie  rzeki myśli, która dopiero w zapisie uwalnia się wartkim nurtem… wtedy potrafi objawić się prawdziwe człowiecze piękno, nierzadko niedostrzegane w codziennym życiu pod pancerzem ułomnego ciała. 

Zawsze będzie istniało pytanie o szczerość i co za tym idzie – prawdziwą wartość takich relacji, ale tu podobnie jak w życiu realnym – możemy trafić zarówno na czysty diament, jak i na tanie szkiełko. Muszę Wam powiedzieć, że ja taki diament znalazłam, choć wcale nie szukałam. Z mojego punktu widzenia warto być sobą, zawsze i wszędzie.

 

13:28, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (71) »
poniedziałek, 29 listopada 2010
Nigdy

Nigdy nie okradłabym drugiego człowieka…

Nigdy nie poszłabym zarabiać na ulicę…

Nigdy nie odebrałabym ostatniej kromki chleba głodnemu…

Nie zabiłabym, nie skrzywdziłabym świadomie dziecka, ani zwierzęcia… Nigdy. Nigdy? A do czego byłabym zdolna, by ratować życie mojego dziecka, albo swoje własne?

Wiemy o nas samych tyle,  ile nas sprawdzono. Ani grama więcej.

Ocalić pełnię człowieczeństwa w ekstremalnych chwilach potrafią naprawdę nieliczni. Możemy sobie dyskutować, próbować oceniać taką, czy inną postawę. Możemy powiedzieć, że nie chcielibyśmy by okazało się, że sami potrafimy zachować się tak lub inaczej, lecz dopóki nie znajdziemy się w konkretnej sytuacji nie wolno nam z całą pewnością stwierdzić, że my to nigdy, przenigdy…

Pamiętam z Medalionów Nałkowskiej przypadek kobiety, którą głód prowadzi do kanibalizmu, pamiętam opowieść z obozowej rampy o matce, która by przeżyć wypiera się swego maleńkiego dziecka… Literatura obozowa obfituje w takie przykłady, bo też i trudno o bardziej ekstremalne warunki. Straszne, prawda? Od razu budzi się w człowieku sprzeciw i zapala lampka z napisem – nigdy-bym-tego-nie-zrobił/a. Myślę, że żadnej z tych kobiet nie przyszłoby do głowy, że kiedyś będą do tego zdolne.

Należymy do świata zwierząt i tak jak one mamy zakodowany w genach instynkt przetrwania. Jesteśmy jednak ludźmi, wykształciliśmy cały zestaw unikalnych cech, zupełnie obcych naszym bliższym i dalszym braciom mniejszym. Miłość, empatia, poświęcenie, altruizm, szlachetność… Byli wśród nas tacy, którzy własne życie ofiarowali w zamian za ocalenie innego człowieka. Świat zwierząt nie zna takich przykładów, to postępowanie wbrew naturze, wbrew instynktom. Można więc powiedzieć, że właśnie to czyni z nas ludzi. Ilu z nas zostaje nimi w obliczu ekstremalnych sytuacji, gdzie właściwie leży granica? Obyśmy nigdy nie musieli się dowiedzieć…

PS

Wybaczcie mi ten ponury temat, chyba pomieszało mi się w głowie od dwóch dni spędzonych w szkolnej ławce, z filmem o preparacji mięśni w roli głównej… Dobrze, że to była tylko żaba.

08:26, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (15) »
piątek, 26 listopada 2010
Słowo klucz

Czasem rzucam słowo jak nić, chwytam się go i sprawdzam dokąd mnie zaprowadzi. Dzisiejszy wpis sponsoruje słowo „przemijanie”, a miejscem docelowym okazał się koncert w klubie. Zamiast tortu - trochę łomotu w towarzystwie córki. Ale się cieszę...

czwartek, 25 listopada 2010
Dyplomatka

Podobno w życiu najwięcej osiągnąć można dyplomacją, zwłaszcza w kontekście kobiecego wpływu na mężczyzn. Wiem to od mojej mamy, która powtarzała mi tę formułę do znudzenia i demonstrowała na przykładzie trudnego charakteru mojego ojca, którego wyłącznie podstępem mogła zmusić do poczynań zgodnych z jej oczekiwaniami. Żadne rozmowy, żadne tłumaczenia, żadne prośby. Realizując jakikolwiek plan, ojciec musi być przekonany, że to był jego pomysł. Mama zaś umie sprawić, że nieświadom niczego przez całe życie robi tak naprawdę wyłącznie to, czego pragnie ona, będąc jednocześnie pewnym, że cała władza skupia się w jego rękach.

Mama jest świetnym strategiem, ojciec równie dobrym wykonawcą. I wszystko gra. Nie wiem skąd posiadła tę umiejętność, przypuszczam że odziedziczyła ją w spadku po poprzednich pokoleniach kobiet, które właśnie w ten sposób przez wieki dawały sobie radę ze swoimi mężczyznami. Na wstępie napisałam „podobno”, bo pomimo matczynych nauk nie zdołałam tej sztuki nigdy opanować. Nie miałam na to najmniejszych szans, bo metoda ta stoi w opozycji do mojej szczerej i prostolinijnej natury. Naiwnie wierzę, że skoro biorę pod uwagę cudze pragnienia i racje – powinien odpłacić mi tym samym, a wypracowanie wspólnego stanowiska jest tylko kwestią czasu. Okazuje się jednak, że metoda ta jest o niebo trudniejsza, bo o ile skołować można każdego, to już na szczery kompromis liczyć można niezwykle rzadko. W dodatku zawsze coś tracę, bo przecież kompromis wymaga ustępstw również z mojej strony. Mama zaś ani nie negocjuje, w co trzeba włożyć trochę wysiłku, ani nie traci niczego ze swej puli pragnień. Zakręci i ma. Metoda doskonała? Tak, ale wyłącznie dla tych, którzy to potrafią i dla tych, z którymi inaczej postępować się nie da. Co jednak będzie, gdy skołowany kiedyś się dowie, że jest wyłącznie wykonawcą cudzych pomysłów na szczęście? Można zaryzykować stwierdzenie, że sam sobie będzie winien. Skoro inaczej się nie dało, to czego oczekiwał?

Długo szukałam człowieka, któremu mogę powiedzieć czego naprawdę pragnę i który potrafi to uszanować. Przy nim mogę być sobą, nie muszę kręcić, kluczyć i knuć, by zrealizować swe marzenia, nawet jeśli część z nich muszę poświęcić. Działa to w obie strony, inaczej nie miałoby sensu. Świadomość wzajemnej szczerości daje mi poczucie bezpieczeństwa i komfort psychiczny, którego bardzo w życiu potrzebuję. Ten komfort to również przekonanie, że człowiek, z którym żyję realizuje przy mnie swoje pragnienia, nie zaś wyłącznie moje, sprytnie sprzedane mu jako jego własne.

10:02, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (18) »
środa, 24 listopada 2010
Nic dwa razy się nie zdarza

Znak ostrzegawczy…

Przegapiłem to , co dobre

I dopiero później zdałem sobie z tego sprawę…

Zacząłem szukać i bańka pękła,

Zacząłem szukać wymówek. 

Wejdź proszę,

Muszę ci powiedzieć w jakim jestem stanie,

Muszę ci powiedzieć najgłośniej jak potrafię,

Że zacząłem szukać ostrzegawczego znaku…

Podczas gdy prawda jest taka, że tęsknię za tobą,

Tak…  prawda jest taka, że tęsknie tak bardzo…

Znak ostrzegawczy…

Powróciłaś, by mnie nękać i uświadomiłem sobie,

Że byłaś wyspą, którą minąłem,

Byłaś wyspą do odkrycia…

Wejdź proszę,

Muszę ci powiedzieć w jakim jestem stanie,

Muszę ci powiedzieć najgłośniej jak potrafię,

Że zacząłem szukać ostrzegawczego znaku…

Podczas gdy prawda jest taka, że tęsknię za tobą,

Tak…  prawda jest taka, że tęsknie tak bardzo…

Jestem zmęczony…  nie powinienem był pozwolić ci odejść. 

Więc czołgam się z powrotem w twe otwarte ramiona,

Tak,  czołgam się z powrotem w twe otwarte ramiona…

 

Nie, wcale nie mówię, by przechodzić na drugą stronę ulicy na wypadek przypadkowego spotkania, lub wbijać wzrok w wystawę sklepową i udawać że się nie znamy. Po prostu myślę, że jeśli było nam kiedyś nie po drodze, to nie ma sensu do tego wracać.

Po co ludzie sięgają - nie tylko wspomnieniami - do historii sprzed lat? Szukają w nich siebie pięknych i młodych, a może emocji, których brak im na co dzień? Szukają złudzeń… Rozum zapomina, a sentyment płata figle. Wydobywa z pokładów pamięci cudowne chwile, złe ukrywa pod czapką niewidką…

Jesteśmy już zupełnie kimś innym, niż byliśmy lata temu. Nie ma już ani nas, ani tamtych miejsc. Nic dwa razy się nie zdarza.

07:54, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
stat4u