Widzę tylko tyle, ile widać w moim zwierciadle...
czwartek, 24 lutego 2011
Ex problem?

Życzę mu jak najlepiej. Serio. Cieszyłam się, gdy poukładał sobie życie. Coś jednak mówiło mi, że to za szybko, zbyt pochopnie – bez chwili na najmniejszą refleksję, bez szukania przyczyn niedawnej porażki, bez rachunku sumienia… Doszłam jednak do wniosku, że po prostu szybciej się pozbierał. Mnie zajęło to znacznie więcej czasu.

Zastanawiam się na ile bezinteresowne są moje życzenia i jaka jest ich wartość. Co naprawdę przeze mnie przemawia? Rzeczywista troska, czy egoizm podpowiadający, że skoro znów stracił pracę -  przestanie płacić alimenty, że skoro nie ma go na miejscu – będzie nadal używał córki jako pośrednika w sporze z prawie byłą żoną? To może dziwne, ale jest mi przykro gdy słyszę o jego problemach, niezależnie od złości jaką odczuwam w związku z jednym i drugim powodem.

Obawiałam się, że znów wpadnie w tarapaty. Przeżyłam z nim kilkanaście lat, w ciągu których odkryłam, że jest  człowiekiem skrajnie nieodpowiedzialnym. Zero troski  o przyszłość, bezsensowna polityka finansowa, lekceważenie wszystkich i wszystkiego.  Myślałam jednak, że zmądrzał, miałam taką nadzieję. W końcu doświadczenie robi swoje, a kolejna żona i kolejne dziecko oznaczały nie tylko kolejną szansę lecz również odpowiedzialność za kolejne życie. Ba ! Za dwa kolejne życia... Brałam również pod rozwagę fakt, że mogliśmy po prostu do siebie nie pasować, że  z inną kobietą  może stworzyć szczęśliwy związek.  Tymczasem wszystko kończy się z wielkim hukiem. Kolejne małżeństwo i kolejna praca.

Szczerze wątpię, czy ktokolwiek pobije mój rekord cierpliwości w stosunku do tego faceta i przeżyje z nim dłużej niż kilka lat. To jednak jego sprawa i nie powinno mnie to w ogóle obchodzić. Obchodzi mnie za to moje dziecko, które coraz wyraźniej widzi, że na ojcu nie może polegać. Ileż można mieć w życiu pecha? Rok, dwa, kilka lat? Na pewno nie całe życie… Ileż można obarczać winą wszystkich, prócz siebie? Analogie skłaniają do przemyśleń. Szkoda, że nie wszystkich.

środa, 23 lutego 2011
Z bocianiego gniazda

Zachęcaliśmy go ostatnio, by spisał swoje wspomnienia. Ma ich tak wiele…

Są wśród nich przeróżne historie - i zabawne,  i straszne - zawsze ciekawe, zebrane podczas kilkudziesięciu lat pracy na statkach przemierzających morza i oceany całego świata. Mój ojciec chętnie je opowiada, lecz do pisania jakoś się nie garnie. Pomyślałam więc, że może  ja spróbuję. Jeśli tylko zechce ze mną współpracować – spiszę wspomnienia swojego taty.

To może być całkiem dobra okazja, by spędzić ze sobą więcej czasu - tak naprawdę, w sposób jakiego zawsze pragnęłam…  Kiedyś zabrakło nam wspólnych chwil, zabrakło nam tak wielu rzeczy, by poznać  i zrozumieć się naprawdę. Mamy też za sobą niejeden bezsensowny sztorm i bardzo długi okres głuchej ciszy. Po latach nasz okręt nareszcie wypływa na przyjazne wody. Wciąż nie jest za późno, by dopłynąć szczęśliwie do bezpiecznego lądu.

Morze w pewien sposób zabrało mi ojca. Z bocianiego gniazda widzę jednak szansę na rewanż…

wtorek, 22 lutego 2011
Zima

Czuję się tak, jakby tej zimy minęło ze sto zim… Odczuwam wyraźny spadek formy, również fizycznej. Dziwi mnie ten stan rzeczy, bo to pierwsza od lat naprawdę szczęśliwa zima, z solidną podporą  w postaci ukochanej osoby przy moim boku.  Czyżby stres utrzymywał mnie w gotowości, a poczucie bezpieczeństwa robiło ze mnie ciepłą kluchę?

Gdybym jeszcze wygodnie posadziła cztery litery w fotelu, spała do południa i opychała się pączkami... Nic z tego - wstaję o piątej, jak zwykle bezlitośnie wyciskam brzuszki, biegnę na siódmą do pracy, choćby z konieczności pochłaniam wyłącznie zdrową żywność bez dodatku śmieci… i co? Dłuższe siedzenie przy biurku skutkuje bólem pleców,  zwyczajne przygotowanie posiłku po powrocie do domu staje się wyzwaniem, bo na nic nie mam już siły… Kiedyś nawet nie zauważałam  kiedy to wszystko się działo – jakby zupełnie samo. Teraz każda czynność wymaga ode mnie podwójnej mobilizacji.

Pomyślałam, że… no, że po prostu, że w końcu… zwyczajnie się starzeję. Z niepokojem myślę o następnej zimie – czy odczuję ją jak kolejnych dwieście zim? Czy teraz już będzie wyłącznie trudniej? Ech, mam nadzieję, że to jednak stan przejściowy, że wiosna obudzi  we mnie dodatkowe siły. Bardzo kocham słońce, jasne poranki i światło dnia. Nie było ich ostatnio zbyt wiele. Pozostaje mi nadzieja, że ma to coś wspólnego z nieznośnym bólem karku…

poniedziałek, 21 lutego 2011
Bestia

Jestem prawie pewna, że  każdy ma taką część siebie, którą ukrywa  głęboko,  nawet przed sobą samym…  Tę część, która na wolności dokonałaby tylu szkód, że trzeba trzymać ją w karcerze i za kratami… Czym w istocie jest? Podszeptem demona, niezaspokojonym pragnieniem, kompleksem z dzieciństwa, żądzą zemsty,  hedonistyczną pokusą,  egoistyczną  świnią, zapisaną sekwencją  genów?

Nie ma ludzi wyłącznie dobrych, tak jak nie ma wyłącznie złych. Najwięcej nieszczęść wypełza na świat, gdy otwieramy furtki bestiom pochowanym po kątach. Każdy je ma. Lepiej zmorę unieszkodliwić zrozumieniem, zamiast ukrywać w piwnicy. Trzeba jednak sporo odwagi, by spojrzeć jej w ślepia. Co jednak począć, gdy łeb bestii odrasta i kłapie na nas znów tą samą dobrze znaną mordą?

13:09, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (22) »
czwartek, 17 lutego 2011
Zuzia

Zuzia ma wszystko. Stylowy pokój w pięknym domu, złotą kartę kredytową i najlepsze ciuchy. Ma również gosposię i oczy pełne tęsknoty. Ciekawe za czym, skoro wszystko ma…

Krótka spódniczka ledwie zakrywała pupę, czternastoletni biust prężył się w głębokim dekolcie. Kolejny zestaw ubrań założony tego dnia niewiele różnił się od poprzedniego, rzuconego w kąt na podłogę drewnianego domku. Zuzia spędzała wakacje na morzem ze swoją koleżanką i jej mamą. Czas upływał jej głównie na doborze dodatków do stroju. Rodzice w tym samym czasie bawili na południu Europy. Nie po raz pierwszy w roku, za to kolejny raz bez Zuzi.

- Zuziu, pozbieraj swoje rzeczy. Dziewczynki, pozmywajcie po śniadaniu.

- Dlaczego ja? Na pewno nie będę zmywać, dopiero pomalowałam paznokcie…

Odwiedziłam je w czasie weekendu. Nad morze mam niedaleko, liczyłam na trochę słońca i pogaduchy z przyjaciółką. Lało jak z cebra…

- Widzisz, kochana… i tak cały czas – ja o coś proszę, a ona pyta dlaczego. Ciągle gapi się w lustro, dziś przebrała się już trzy razy. Zaczynam się martwić. To chyba jednak nie jest najlepsze towarzystwo dla mojej córki. A niby z takiego dobrego domu – matka ma tytuł doktora, a ojciec świetny biznes. – Przyjaciółka pokręciła głową.

Dziewczynki chodziły do jednego gimnazjum z moją córką. Słyszałam o Zuzi to i owo. Nie mogę powiedzieć, by cieszyła się dobrą opinią. Patrzyłam na nią i widziałam zagubione dziecko, przebrane w strój lolitki,  usiłujące za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Wystarczyło poświęcić jej chwilę, by łasiła się jak kot. Nie o moją uwagę jednak chodziło, podobnie jak nie chodziło wcale o zainteresowanie chłopaków z klasy, czy plażowiczów z wybrzeża. Chyba, że tych z południa Europy. Oni jednak, rozgrzeszeni kartą kredytową z limitem przekraczającym przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, zdawali się o tym zupełnie nie wiedzieć.

08:01, lady_lavender , portrety
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3
stat4u