Widzę tylko tyle, ile widać w moim zwierciadle...
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Deszczowe obrazy

Za parawanem deszczu majaczą obrazy z poprzedniego życia. Jakaś młoda dziewczyna pławi się w beztrosce, na wątłych barkach próżno szukać choć śladu brzemienia odpowiedzialności.  Aż dziw bierze, że to już tyle lat… więcej, niż połowa.

Macierzyństwo wrosło we mnie jak korzeń w skałę, nagle wypełniając całe wnętrze, skutecznie rozsadzając to, czym byłam przedtem. W poprzednim życiu. Gdzie ona jest? Tamta dziewczyna? Został jedynie kurz, może ziarnko piasku. Byłam tak młoda, tak młoda, że już nawet nie pamiętam. Może to dobrodziejstwo, może przekleństwo, a może naturalna kolej rzeczy?

Ślimak rytmicznym skurczem posuwa się naprzód. Jeden, drugi, trzeci, dziesiąty… Setki ich mijam codziennie pchając wózek. Strasznie mokre to lato. Ciągle coś wyłania się z deszczu.

18:18, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (3) »
piątek, 19 czerwca 2015
Dobry czas na śmierć

Nie mogę mieć pretensji, ni żalu… Sama ma 71 lat i zaczyna potrzebować pomocy, jednak gdy powiedziała mi, że umieściła dziś babcię w ośrodku opiekuńczo - leczniczym, serce ścisnęło mi się z rozpaczy.

Do niedawna jeszcze sprawna i radosna, babcia moja, sędziwa starowinka, poważnie zaniemogła. Ciało jeszcze dość sprawne, ale głowa odmawia posłuszeństwa. Bywało, że nie poznawała już mamy, ani ojca, nocami tłukła się po domu, stawiając na baczność bezradnych rodziców. Co tu dużo mówić… mama przekroczyła siedemdziesiątkę, ojciec osiemdziesiątkę, zwyczajnie brak im sił. Mam nadzieję, babciuniu moja kochana, że nie zaznasz tam krzywdy, rozpaczy, tęsknoty.

Nie ma dobrej chwili na śmierć. Zawsze jest za wcześnie lub za późno. Odejść w pełni sił przecież żal, a cierpień choroby, czy niedołężności każdy z nas wolałby uniknąć. Nawet gdybyśmy mogli zdecydować, wybrać sobie ów moment, pewnie nikt nie umiałby podjąć decyzji…

czwartek, 02 kwietnia 2015
Teorie względności

  Skończyłam  klasę o profilu mat-fiz, ale nie przypominam sobie, by lekcje fizyki zahaczyły choć o teorię względności, w związku z czym nie mam wielkiego pojęcia o czym zagadnienie traktuje. Nazwa brzmi jednak fantastycznie i jeśli ktoś posiada odrobinę wyobraźni, z powodzeniem może sobie wymyślać własne teorie opatrzone takim właśnie tytułem. Ja do tej pory posiadałam jedną, traktującą o tym, że wraz z upływem lat, czas ucieka nam coraz szybciej, słowem dla dziecka rok to wieczność, dla starca zaś chwila. Mam nawet matematyczne wytłumaczenie tego zjawiska – dla czterolatka rok to jedna czwarta jego życia, dla czterdziestolatka – jedna czterdziesta, dla stulatka – jedna setna. Czy kogoś dziwi, że jedna czwarta to więcej, niż jedna czterdziesta, nie mówiąc o jednej setnej? Taki ze mnie Einstein. To była pierwsza teoria względności według LL, kiedyś chyba zresztą już o tym pisałam. Od niedawna mam zaś kolejną, ale o tym na końcu.

Po raz pierwszy matką zostałam w odległej przeszłości, pozbawionej dobrodziejstw i rzeczy, bez których dziś absolutnie żyć się nie da. I myli się ten, kto przypuszcza, żem matką mamuta lub innego smoka diplodoka. Nie do wiary? A kto dziś umie żyć bez komórki, Internetu, komputera w pracy, galerii handlowej lub cyfrowego aparatu fotograficznego? No właśnie.

Minęła cała epoka od czasu, gdy pierworodna moja przyszła na świat. Warunki, w jakich rodziłam szczęśliwie odeszły w niepamięć, a wiem to stąd, że drugie dziecię powiłam w tym samym szpitalu. Szczegółów wrażliwym oszczędzę, napiszę tylko, że 22 lata temu z mojej sali do łazienki miałam do przejścia trzy oddziały nieskończenie długim korytarzem, zaś osiem miesięcy temu łazienkę miałam w pokoju. I wiem, że dziś również zdarzają się na porodówkach historie jak z horroru, lecz to co widziałam i czego doświadczyłam każe mi sądzić, że w dzisiejszych czasach kobiety rodzą zdecydowanie bardziej po ludzku.

Mój pierwszy urlop macierzyński trwał 3 miesiące. Tyle wtedy dawali. Nie wiem jaki barbarzyńca to wymyślił. Poszłam na wychowawczy, bo nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym zostawić trzymiesięczne niemowlę komukolwiek pod opieką. Dziś korzystam z cudownego, rocznego urlopu, który daje realną szansę na to, by odchować dziecię i wrócić do pracy. W tym aspekcie również zarejestrowałam epokową zmianę.

Pierwszą córkę przywiozłam do domu samochodem, w koszyczku, który trzymałam siedząc na tylnym siedzeniu. Dziś za ten niewyobrażalny czyn dostałabym mandat, punkty karne i wzrokową naganę od policjanta, który z pewnością pouczyłby mnie o niebezpieczeństwie, na jakie naraziłam noworodka. I słusznie. W związku z tym drugie dziecię przyjechało w foteliku ze specjalną wkładką, przytwierdzonym do bazy isofix, oczywiście tyłem do kierunku jazdy i Boże broń nie na przednim siedzeniu, bo tam przecież poduszka powietrzna…

Starsza w dniu przybycia do domu posiadała łóżeczko, wanienkę, komplet z trudem zakupionych ubranek, osobiście przeze mnie uszyte prześcieradełka (bo kupić się nie dało) i kilka innych drobiazgów. Co posiadała młodsza – nie odważę się wymienić, nie mówiąc już o tym, co jeszcze posiadać mogła… Oferta handlowa dla najmłodszych jest dziś tak przebogata, że wierzyć mi się nie chciało. Zarówno, jeśli chodzi o wielość sprzętów, tekstyliów i drobiazgów, jak i wybór w ramach jednej kategorii, np. wózków, czy łóżeczek. Istna orgia. Warto zaznaczyć, że pojawiło się naprawdę wiele fajnych rzeczy, ułatwiających opiekę nad dzieckiem, z drugiej strony – pełno też nieprzydatnych durnot, które służą jedynie wyciąganiu kasy od niedoświadczonych rodziców.

Mogłabym jeszcze pisać i pisać… choćby o tym ile razy byłam u lekarza i ile badań miałam wykonanych podczas jednej i drugiej ciąży i tak dalej i tak dalej…

Nie ulega wątpliwości, że jedno dziecko od drugiego z racji wieku dzieli całe pokolenie, ale też cała epoka z uwagi na zmiany, jakie zaszły w naszym otoczeniu, a których z dnia na dzień zauważyć się nie da. To jedno. Drugie zaś… no cóż… Ameryki pewnie przed Wami nie odkryję, gdy powiem, że gdy dziś przytulam do piersi maleństwo, to czuję się tak, jakbym tuliła znów to pierwsze. I wierzyć się nie chce, że od tamtego czasu minęła cała epoka, bo zdaje się, że to było wczoraj. I to jest właśnie druga teoria względności według LL.

21:46, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (9) »
sobota, 28 marca 2015
Oczko

Nie mam natury skłonnej do nałogów. Wypiję drinka, lecz nie nadużywam. Potrafię palić, lecz mogę nie palić latami. Hmmm… nie byłam w kasynie, a może powinnam? Dwa razy w życiu ustrzeliłam bowiem oczko! Raz w wieku 21 lat, drugi raz w wieku 42. Oczko i oczko. Teraz mam dwa oczka. Moje najdroższe oczka w głowie. Moje dwie dziewczynki.

czwartek, 28 lutego 2013
Cud niepamięci

Zaklęte koło pamięci zamyka się tam, gdzie świadomość przeradza się w tożsamość. Czy ktoś wie ilu dni potrzeba, by tak się stało? Wystarczy jeden dzień, czy potrzeba lat?

Może jedno i drugie… Są przecież krótkie chwile, których nigdy nie zapomnę – wrosły we mnie i zostały na zawsze.  Są i zdarzenia, których nie rejestruję, choć towarzyszą mi na co dzień. Ot, takie  dni obok których przechodzę obojętnie - nic nie znaczą, niczego nie niosą.

Są daty, na które czekasz, są takie które bolą.

Czy wiesz jaka to ulga tak pewnego dnia po prostu zorientować się, że tym razem zapomniałeś? No powiedz,  czy ktokolwiek przejmuje się czymś, o czym już nie pamięta?

14:36, lady_lavender , rozmyślania
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47
stat4u