Widzę tylko tyle, ile widać w moim zwierciadle...
Blog > Komentarze do wpisu
Teorie względności

  Skończyłam  klasę o profilu mat-fiz, ale nie przypominam sobie, by lekcje fizyki zahaczyły choć o teorię względności, w związku z czym nie mam wielkiego pojęcia o czym zagadnienie traktuje. Nazwa brzmi jednak fantastycznie i jeśli ktoś posiada odrobinę wyobraźni, z powodzeniem może sobie wymyślać własne teorie opatrzone takim właśnie tytułem. Ja do tej pory posiadałam jedną, traktującą o tym, że wraz z upływem lat, czas ucieka nam coraz szybciej, słowem dla dziecka rok to wieczność, dla starca zaś chwila. Mam nawet matematyczne wytłumaczenie tego zjawiska – dla czterolatka rok to jedna czwarta jego życia, dla czterdziestolatka – jedna czterdziesta, dla stulatka – jedna setna. Czy kogoś dziwi, że jedna czwarta to więcej, niż jedna czterdziesta, nie mówiąc o jednej setnej? Taki ze mnie Einstein. To była pierwsza teoria względności według LL, kiedyś chyba zresztą już o tym pisałam. Od niedawna mam zaś kolejną, ale o tym na końcu.

Po raz pierwszy matką zostałam w odległej przeszłości, pozbawionej dobrodziejstw i rzeczy, bez których dziś absolutnie żyć się nie da. I myli się ten, kto przypuszcza, żem matką mamuta lub innego smoka diplodoka. Nie do wiary? A kto dziś umie żyć bez komórki, Internetu, komputera w pracy, galerii handlowej lub cyfrowego aparatu fotograficznego? No właśnie.

Minęła cała epoka od czasu, gdy pierworodna moja przyszła na świat. Warunki, w jakich rodziłam szczęśliwie odeszły w niepamięć, a wiem to stąd, że drugie dziecię powiłam w tym samym szpitalu. Szczegółów wrażliwym oszczędzę, napiszę tylko, że 22 lata temu z mojej sali do łazienki miałam do przejścia trzy oddziały nieskończenie długim korytarzem, zaś osiem miesięcy temu łazienkę miałam w pokoju. I wiem, że dziś również zdarzają się na porodówkach historie jak z horroru, lecz to co widziałam i czego doświadczyłam każe mi sądzić, że w dzisiejszych czasach kobiety rodzą zdecydowanie bardziej po ludzku.

Mój pierwszy urlop macierzyński trwał 3 miesiące. Tyle wtedy dawali. Nie wiem jaki barbarzyńca to wymyślił. Poszłam na wychowawczy, bo nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym zostawić trzymiesięczne niemowlę komukolwiek pod opieką. Dziś korzystam z cudownego, rocznego urlopu, który daje realną szansę na to, by odchować dziecię i wrócić do pracy. W tym aspekcie również zarejestrowałam epokową zmianę.

Pierwszą córkę przywiozłam do domu samochodem, w koszyczku, który trzymałam siedząc na tylnym siedzeniu. Dziś za ten niewyobrażalny czyn dostałabym mandat, punkty karne i wzrokową naganę od policjanta, który z pewnością pouczyłby mnie o niebezpieczeństwie, na jakie naraziłam noworodka. I słusznie. W związku z tym drugie dziecię przyjechało w foteliku ze specjalną wkładką, przytwierdzonym do bazy isofix, oczywiście tyłem do kierunku jazdy i Boże broń nie na przednim siedzeniu, bo tam przecież poduszka powietrzna…

Starsza w dniu przybycia do domu posiadała łóżeczko, wanienkę, komplet z trudem zakupionych ubranek, osobiście przeze mnie uszyte prześcieradełka (bo kupić się nie dało) i kilka innych drobiazgów. Co posiadała młodsza – nie odważę się wymienić, nie mówiąc już o tym, co jeszcze posiadać mogła… Oferta handlowa dla najmłodszych jest dziś tak przebogata, że wierzyć mi się nie chciało. Zarówno, jeśli chodzi o wielość sprzętów, tekstyliów i drobiazgów, jak i wybór w ramach jednej kategorii, np. wózków, czy łóżeczek. Istna orgia. Warto zaznaczyć, że pojawiło się naprawdę wiele fajnych rzeczy, ułatwiających opiekę nad dzieckiem, z drugiej strony – pełno też nieprzydatnych durnot, które służą jedynie wyciąganiu kasy od niedoświadczonych rodziców.

Mogłabym jeszcze pisać i pisać… choćby o tym ile razy byłam u lekarza i ile badań miałam wykonanych podczas jednej i drugiej ciąży i tak dalej i tak dalej…

Nie ulega wątpliwości, że jedno dziecko od drugiego z racji wieku dzieli całe pokolenie, ale też cała epoka z uwagi na zmiany, jakie zaszły w naszym otoczeniu, a których z dnia na dzień zauważyć się nie da. To jedno. Drugie zaś… no cóż… Ameryki pewnie przed Wami nie odkryję, gdy powiem, że gdy dziś przytulam do piersi maleństwo, to czuję się tak, jakbym tuliła znów to pierwsze. I wierzyć się nie chce, że od tamtego czasu minęła cała epoka, bo zdaje się, że to było wczoraj. I to jest właśnie druga teoria względności według LL.

czwartek, 02 kwietnia 2015, lady_lavender

Polecane wpisy

  • Deszczowe obrazy

    Za parawanem deszczu majaczą obrazy z poprzedniego życia. Jakaś młoda dziewczyna pławi się w beztrosce, na wątłych barkach próżno szukać choć śladu brzemienia o

  • Cud niepamięci

    Zaklęte koło pamięci zamyka się tam, gdzie świadomość przeradza się w tożsamość. Czy ktoś wie ilu dni potrzeba, by tak się stało? Wystarczy jeden dzień, czy pot

  • Myśli

    Szarość za oknem rozlała się tępym, metalicznym pomrukiem. Myśl o tym, że akompaniament ten zostanie ze mną aż do pierwszych śniegów jest nie do zniesienia. Zal

Komentarze
2015/04/03 00:50:23
Moja Droga LL!
Na szczęście, instynkt macierzyński pozostaje constans i matka nie czuje się wykluczona cyfrowo ;)
-
2015/04/03 07:32:15
Lady, patrząc z zainteresowaniem na obecną ofertę handlową dla dzieciaków i ja widzę różnicę, między tym co teraz a co 15 czy 13 lat temu... a to przecież tak niedawno było, tak niedawno. I masz rację, pojawiło się bardzo wiele rzeczy, które tylko służą do wyciągania pieniędzy od niedoświadczonych rodziców. Cieszę się, że to nie jest moja pierwsza ciąża, bo pewnie bym głupiała, nie wiedząc czy coś jest potrzebne czy nie.
Badań też trochę więcej, część jednak ze względu na wiek należy zrobić.
:*
-
2015/04/03 08:05:43
Chiantia, tak, tak. To prawda, to jedno na pewno jest constans:-)
-
2015/04/03 08:08:22
Doneczko!!! Ty również? Gratuluję! :-)) Wiesz już kto zaś?
Ale super!
-
2015/05/28 10:35:00
Bardzo zgrabnie ujęłaś tą teorię względności. Wreszcie Bożenie w głowie pojaśniało ;)

A tak na marginesie, to Bożenie się zdaje, że ten przepych, dobrobyt, dostępność wszystkiego i sklepy uginające się całe pod ciężarem dóbr to ... przeszkadzają trochę. Szczególnie przeszkadzają dzieciom w byciu dziećmi.
Potrzeba posiadania napędza się sama, spręzyną społeczno - marketingową. Ale czy tak naprawdę to wszystko jest użyteczne? Bożeny dzieci były pierwsze w rodzinie po dłuuuuugiej przerwie i z tej racji kto żyw znosił do Bożeny wszelkie wynalazki. Teraz skutek tego taki, że pokoju dziecięcego nie widać spod stosów lalek, wózków, autek, kuchenek, ubranek dla każdej lali, piłek, gier i gierek. Dzieci natomiast najchętniej spędzają czas z dala od tego bałaganu, bawiac się skakanką lub zwykłymi, drewnianymi kredkami. :)
-
2015/06/05 18:42:57
To u Ciebie fizyka bezwzględna była, no no... :) Dzień dobry.
-
2015/06/07 22:21:46
sekretarka.bozeny, i dobrze się Bożenie zdaje... Ciągle łapię się na rozmyślaniu jak starsza obyła się bez tych wszystkich gadżetów... Ostatnio na ten przykład próbowałam przypomnieć sobie w jaki sposób podawałam jej pierwsze stałe posiłki. Trzymając na kolanach? No chyba tak, bo specjalnego fotelika do karmienia nie miałam. Młodsza siedzi zaś na swoim regulowanym tronie z przypinanym stoliczkiem, w dodatku całym z ceratki, bym wygodę miała, zmywając szmatką, miast zachodzić w głowę jak to uprać... I tak ze wszystkim ;-)
-
2015/06/07 22:23:01
5000lib, fizyka, jak fizyka, ale fizyk! Ten to był dopiero bezwzględny:-) Dobry wieczór.
-
2015/06/08 12:30:07
:) :) :)Dzień dobry
stat4u