|
Blog > Komentarze do wpisu
Żegnaj stare, witaj nowe
- Tato, idę z Tobą – krzyczałam radośnie, gdy wybierał się do garażu. Wkładałam buciki, chwytałam ojca za rękę i biegłam u jego boku w podskokach. Nie umiał żyć bez pracy, więc w czasie przerw między rejsami zajmował się mniejszym silnikiem. Przy samochodzie zawsze jest coś do zrobienia – mawiał wtedy i mawia do dziś, ubolewając jednocześnie, że we współczesnych autach niewiele można pogrzebać pod maską. Szłam z nim nie tylko po to, by popatrzeć co robi usmarowanymi po łokcie rękoma, lecz przede wszystkim po to, by pogadać z fiacikiem. Piękny, biały 125p towarzyszył mi od samego początku. Rodzice przywieźli mnie w nim do domu ze szpitala, w którym przyszłam na świat. Gdy ojciec był w domu – bardzo często podróżowaliśmy, robiliśmy wypady za miasto i dłuższe wycieczki. Nie wiem jak tata wpadł na pomysł tej zabawy, ale pamiętam, że traktowałam ją bardzo serio. - Samochodziku, nie bolą cię nóżki? – pytałam zatroskana, gdy jechaliśmy w długą trasę. - Nie, nie bolą. Lubię sobie pobiegać – odpowiadał ojciec zmienionym głosem, a ja byłam przekonana, że rozmawiam z fiacikiem. I tak ze wszystkim – ale się dobrze najadłem – mówił samochodzik, gdy zatankowaliśmy paliwo, bucik mi się zepsuł – gdy złapaliśmy gumę, muszę odpocząć – gdy zatrzymywaliśmy się na postój… W garażu opowiadał mi o bolącym brzuszku, w którym trzeba zrobić coś tam, o oczkach w których trzeba wymienić żarówki, żeby dobrze widział. Uwielbiałam tę zabawę i wolałam od każdej innej. Sprawiła ona, że pokochałam fiacika całym sercem. Przyszedł jednak taki moment, gdy samochód trzeba było sprzedać, a mi pękało serce. Bardzo długo płakałam, czułam się tak, jakby ojciec sprzedał mojego przyjaciela. Może to ta dziecięca zabawa, a może po prostu moja natura sprawiła, że bardzo przywiązuję się do rzeczy, do miejsc… We wszystkim widzę duszę, o wszystko co mam bardzo dbam. Dwa tygodnie temu sprzedałam mojego ukochanego, dwudziestoletniego fiacika (tak, tak – znów ta sama marka). Gdyby nie to, że mąż dostał samochód służbowy – jeździłabym nim dalej. Stan idealny, ani śladu rdzy, silnik jak nowy i choć nie miał wspomagania kierownicy i rozlicznych gadżetów – był moim ukochanym samochodzikiem, najlepszym na całym świecie. Znów płakałam. Tydzień temu sprzedałam mieszkanie, nareszcie się udało. Za tydzień przeprowadzka. Cieszę się, lecz równocześnie bardzo mi ciężko. W tym mieszkaniu doszłam do siebie po rozwodzie, w nim ułożyłam sobie życie od nowa, w nim nabrałam sił i wyleczyłam rany. Moje mieszkanko, mój azyl… Życie idzie naprzód, a ja wraz z nim. Żegnam stare, witam nowe. Z radością i ze łzami w oczach. piątek, 18 listopada 2011, lady_lavender
Komentarze
amelia074
2011/11/18 11:03:08
Ja również myslałam,ze ciężko będzie wyprowadzić się z pięknego mieszkania w mieście,gdzie wszysrko jest pod nosem.Ale teraz wiem ,że tylko tu na wsi naprawdę żyję i jestem szczęśliwa.Życzę Tobie również nowych doznań w urządzaniu nowego mieszkania.Powodzenia i szczęśliwości....jm
2011/11/18 11:09:34
hurrra!!!!!!!! tak sie ciesze, tak sie ciesze, ze Wam sie udalo z mieszkaniem!!! :))))))))))
nowe witam zawsze z radoscia, a przedmioty do ktorych czuje sentyment, to wylacznie te, ktore sa zwiazane z moimi dzieciami, cala reszte wyrzucam bez cienia zalu, dlatego tez w moim obecnym mieszkaniu, ktore uwielbiam, jest tylko to, co zwiazane jest z moim mezem i mna, wiadomo ze jako poczatkujacy jakies stare graty musielismy uzywac, jednak sukceswnie ladowalo wszystko na smietniku, teraz to co nas otacza jesty wypelnione wylacznie nami i nasza energia :))) 2011/11/18 11:21:16
Margo, nie obyło się bez przygód. Z dramaturgią godną dreszczowca, ale nareszcie się udało!:-)
Do drobiazgów również się nie przywiązuję. Wywalam bezlitośnie stare ciuchy i inne przedmioty. Przywiązuję się do czegoś, z czym wiąże się jakaś historia, jakieś emocje... 2011/11/18 11:28:27
zatem licze na opowiesc kryminalna :)))
drewno, material, tapety przesiakaja szybko energia, zatem wszystko won, niech kosztuje ile chce! no taki fijol, jak nowe, to nowe, no i strzyzonego, pan bog strzyze :))) 2011/11/18 11:29:09
też tak mam,na strychu pełno rzeczy z którymi ciężko się rozstać,bo przecież kiedyś były mi tak bliskie :)
2011/11/18 11:36:28
Gratuluję sprzedaży mieszkania.
A co do samochodu, to bardzo dobrze Cie rozumiem. To samo czułam jak sprzedawałam swoje autko. 2011/11/18 17:20:46
Super, że się udało! W nowym miejscu będziecie razem wić gniazdko, wspólne wspólnie :))) Jesteście młodzi i przyszłość przed Wami!
Ja zupełnie się nie przywiązuję do miejsca. Jak mogłabym, skoro przez pierwszych 21 lat życia przeprowadzałam się 4 razy, potem przez 19 lat małżeństwa tylko 7, a w okresie 6 lat między poprzednim małżeństwem, a aktualnym - "tylko" 8 razy? Teraz mieszkam w jednym miejscu chyba najdłużej, bo 9 lat, ale bez żalu przeprowadziłabym się gdzieś, gdzie mogłoby być lepiej, wygodniej itp. Przyzwyczajam się raczej do ludzi, a i to teraz coraz bardziej ostrożnie. Przez całe lata nie mogłam zrozumieć (już zrozumiałam!) jak to jest, że traci się kontakt z ludźmi po wyprowadzeniu się na drugi koniec Polski np. Ja chciałam, żeby dalej było tak jak przedtem! A pamiąteczki jeszcze kolekcjonuję, chociaż redukuję co jakiś czas. 2011/11/19 08:36:44
Lady - napisałaś to tak, że poczułam znajomu uscisk w gardle. Są takie miejsca, które są tylko Twoje, bo zostawiłaś tam duzo siebie. Ale jestem pewna, że nowy dom szybko wypełnisz równie intensywnymi wspomnieniami. Oby tylko tymi pięknymi :)
2011/11/21 13:48:09
Agnieszko, co do rzeczy pomniejszych - nie kolekcjonuję, wywalam bezlitośnie :-))) Tak mi się przynajmniej wydawało zanim zaczęłam się pakować. Matko, ile człowiek tego wszystkiego zbiera...
2011/11/21 13:49:40
Ilenko, nigdy nie dam sobie wmówić, że auto to tylko rzecz. Nie ma takiej siły, by mnie do tego przekonać :-)
2011/11/21 13:53:16
Rest, no, no, no.... zatem muszę przyznać, że doskonale wiesz czym jest przeprowadzka. I w świetle tego Twoja deklarowana gotowość do kolejnej wydaje mi się bohaterstwem i śmiałością przekraczającą wszelkie moje wyobrażenia na ich temat. Dla mnie przeprowadzka to koszmar! Po prostu koszmar... ;-)))
2011/11/21 13:54:59
Natali, pięknie Ci dziękuję :-) Zanim wylądujemy w nowym mieszkaniu - czeka nas jeszcze międzylądowanie u moich rodziców. Szacuję, że spędzimy razem półtora miesiąca. Dopiero później wprowadzimy się do nowego domu :-)
2011/11/21 13:58:20
Berberysku, bardzo na to liczę... w tym mieszkaniu od początku do końca wszystko bedzie tak, jak tego chcemy. Każda ściana, każda klamka, każdy szczegół. Mam nadzieję, że również to co najważniejsze będzie takie, jak tego pragniemy :-)
2011/11/21 13:59:58
Aga, to jedno z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa jakie mam :-)
2011/11/21 14:14:40
Margo, bardzo Ci dziękuję :-) Przed nami jeszcze długa droga, ale miła jest świadomość że z każdym krokiem jesteśmy coraz bliżej :-)))
2011/11/21 17:06:11
a nie ma za co! lubie patrzec, jak ludziom jest dobrze :)
u nas minie w grudniu dwa lata na nowym mieszkaniu, a do roboty ciagle cos jeszcze jest i dlugo bedzie, i jakos mnie to nie zlosci, bo ciagle nowe plany pachna dalej swiezynka i ciesze sie na kazda nowa realizacje jak dziecko :) 2011/11/22 14:19:29
przeprowadzka brrr, jak chcesz to podjadę traktorem z dwoma przyczepami, ani sie obejrzysz i graty będą w nowym miejscu
ps. kup tylko spyrytus i piwo :) 2011/11/22 14:25:34
O rany... a ja myślałam, że czasy gdy wszystko można było załatwić za spirytus już dawno minęły. Tę metodę z wielkim powodzeniem stosował mój ojciec 20 lat temu podczas budowy domu;-)))) Bardzo się myliłam, bo widać jest to metoda ponadczasowa;-) Przyjeżdżaj Pan, butelczyna zawsze się znajdzie. Piwko również :-)))
2011/11/27 00:45:22
Lady:)) jakże przyjemnie mi pomyśleć, że wejdziesz w nowe ściany:) nowe zapachy nowości, mniam:)
|
|